Postawę zdecydowanej większości literatów w latach stalinowskich trafnie scharakteryzował Andrzej Werner: „Tylko na początku tego ciemnego okresu, gdzieś może do roku 1951–1952 mówić można o ideologicznym zaangażowaniu, bezrozumnej euforii. [...] Po roku 1952 był już strach, łatwiej niż w innych okresach zrozumiały, bo było czego się bać, ale też przecież nigdy do końca usprawiedliwiony, bo groźbą była raczej utrata przywilejów związanych z posłusznym wykonywaniem zawodu niż jakieś szczególnie srogie represje”.